Krowy, konie, świnie i kury. Łódzkie zaginione gwiazdy lat 60-70 XIX wieku

Publikacje Biblioteka Książka. Zdjęcie poglądowe. Foto Krzysztof Sadłowski, 2025.

W Łodzi lat 60-70. XIX wieku życie toczyło się nie tylko wokół fabryk i jarmarków, ale też… wokół krowy, która „łysa, czarna i mała” zaginęła na targu, świni, co „biała jak sumienie dziecka” przepadła bez śladu, czy konia, który z sankami ruszył w nieznane, zostawiając właściciela w emocjonalnym chomącie.

Gazeta łódzka „Lodzer Zeitung” była wtedy niczym dzisiejszy Facebook Marketplace, czytli pełna dramatycznych ogłoszeń o zaginionych zwierzakach, z nutą poezji i szczyptą desperacji. Kto znalazł maciorę, mógł liczyć na 2 ruble, a kto wskazał złodzieja kur aż 5! Nagrody były konkretne, opisy barwne, a zwierzęta jakby z charakterem.

To nie tylko ogłoszenia to mikroopowieści o codzienności, troskach i nadziejach ludzi, dla których każda kura była skarbem, a każda krowa inwestycją. Dziś czytamy je z uśmiechem, ale wtedy były jak telegramy serca: „Zaginęła. Szukam. Czekam.”

A może i dziś warto spojrzeć na nasze ogłoszenia z odrobiną literackiej czułości?

Miała dwa lata, całą drogę z Rąbinia do Łodzi przed sobą.

Koń źrebica zginęła. Lodzer Zeitung 1868 Nr 19. biory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi. Domena publiczna.
Koń źrebica zginęła. Lodzer Zeitung 1868 Nr 19. biory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi. Domena publiczna.

Miała dwa lata, całą drogę z Rąbinia do Łodzi przed sobą… i nagle postanowiła pójść „w swoją stronę”. Żrebcica karo-gniazda zniknęła jak młodzieńczy kaprys niby tylko koń, a jednak cała nadzieja na przyszłe przejażdżki. Właściciel szukał jej tak, jak dziś szuka się zasięgu w polu: z uporem i lekką rozpaczą. Kto ją przytrzymał lub wiedział, gdzie się pałętała, temu obiecano 3 rsr, bo w tym świecie nawet końska wolność ma swoją cenę.

Zaginiony koń, podejrzane sanie i rosyjski chomąt!

Koń źrebica zginęła. Lodzer Zeitung 1868 Nr 1. Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi. Domena publiczna.
Koń źrebica zginęła. Lodzer Zeitung 1868 Nr 1. Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi. Domena publiczna.

Nowy Rok 1868 w Łodzi nie zaczął się fajerwerkami, lecz… kradzieżą. Między godziną 6 a 7 wieczorem ktoś zwinął z ulicy konia maści gniadej, w chomącie ruskiem (już nie nowem, ale z charakterem), ciągnącego brązowe lakierowane sanki z ciemnozielonym suknem. Brzmi jak scena z powieści kryminalnej, ale to autentyczne ogłoszenie z epoki, gdy koń był wart więcej niż niejedna lokomotywa. Doktor Stercel, ofiara tej zuchwałej kradzieży, wyznaczył „przyzwoitą nagrodę” za pewną wiadomość. Czyżby koń miał duszę wagabundy, a sanie marzyły o karierze w cyrku? Jedno jest pewne, w Łodzi nawet zwierzęta potrafiły zniknąć z fasonem.

Treść postu polecana  Dochód zyskowy od trunków w Łodzi w nowej taryfie od 01.01.1864

Zaginiona krowa. Mała, czarna i łysa. Bohaterka powieści grozy z jarmarkową przygodą.

Zaginęła krowa. Lodzer Zeitung 1868 Nr 122. Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi. Domena publiczna.
Zaginęła krowa. Lodzer Zeitung 1868 Nr 122. Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi. Domena publiczna.

W czasach, gdy krowa była nie tylko źródłem mleka, ale i lokalną celebrytką, jej zaginięcie na jarmarku wywoływało poruszenie większe niż zniknięcie burmistrza. Ta konkretna dama czarna, mała, łysa postanowiła zniknąć w tłumie, zostawiając właściciela z pustym wiadrem i pełnym sercem. Rzeźnik Lajbuś Joszkowicz z jatki nr 7 na Starym Mieście wyznaczył 2 rsr. nagrody, bo choć krowa nie miała grzywy, miała wartość. I charakter. Może poszła szukać lepszego pastwiska, może po prostu miała dość jarmarkowego zgiełku. Jedno jest pewne, w Łodzi nawet krowy potrafiły zniknąć z klasą.

Kury zniknęły, a sprawa pachnie kryminałem.

Kury skradzione plus nagroda. Lodzer Zeitung 1868 Nr 78. Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi. Domena publiczna.
Kury skradzione plus nagroda. Lodzer Zeitung 1868 Nr 78. Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi. Domena publiczna.

W nocy ze środy na czwartek ktoś zakradł się do zamkniętego na klucz kurnika przy ulicy Piotrkowskiej i zwinął cztery kury, dwie żółtawe, dwie biało-szarawe. To nie był przypadek, to była akcja z premedytacją. Pan Benthin, właściciel, nie rzuca słów na wiatr: wyznaczył aż 5 rsr. nagrody za wskazanie sprawcy lub jego pomocnika byle dało się go „sądownie poszukiwać”. To ogłoszenie to nie tylko lament po kurach, to manifest sprawiedliwości. W świecie, gdzie każda kura liczyło się jak złoto, kradzież drobiu to zamach na porządek domowy. A może to była zemsta? Może kury znały za dużo?

Zaginiona świnia, biała jak świeżo strugana deska.

Świnia biała zaginęła. Lodzer Zeitung 1872 Nr 44. Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi. Domena publiczna.
Świnia biała zaginęła. Lodzer Zeitung 1872 Nr 44. Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi. Domena publiczna.

Dnia 2 (14) bieżącego miesiąca zaginęła biała ŚWINIA. Ogłoszenie krzyczy z gazetowej ramki, a palce wskazujące po bokach nie pozostawiają złudzeń: to nie żarty, to dramat stolarski. Pan A. Dąbrowski, majster od drewna, nie tylko zna się na dłutach, ale też na uczuciach, bo świnia to nie tylko zwierzę, to towarzysz warsztatu, może nawet powiernik. Nagroda „odpowiednia” czyli taka, co nie obrazi znalazcy, ale też nie zrujnuje właściciela. Czy świnia uciekła z tęsknoty za wolnością? Czy może chciała zostać rzeźbiarką? Jedno jest pewne, w Łodzi nawet świnie miały swoje pięć minut sławy.

Treść postu polecana  Zgubione, sprzedane, odnalezione. Łódzkie historie z gazety z 1867

Wędrując przez ogłoszenia z „Lodzer Zeitung” z lat 1868–1872, trafiamy na fascynującą mozaikę codzienności, w której koń, krowa, świnia czy kura nie były tylko zwierzętami, były bohaterami lokalnych dramatów. Zaginiona żrebcica, skradziony koń z sankami, łysa krowa z jarmarku, popielata maciora ze szlachtuza, biała świnia stolarskiego majstra czy cztery kury z zamkniętego kurnika, każda z tych historii to osobny rozdział w kronice miejskich trosk.

Nagrody były konkretne, opisy barwne, a emocje, jak z powieści sensacyjnej. Właściciele nie szczędzili rubli ani rsr., by odzyskać swoje zguby, a gazeta stawała się tablicą ogłoszeń serca. Zwierzęta znikały z fasonem, a ich powroty jeśli nastąpiły, były zapewne świętowane jak narodowe zwycięstwa.

To nie tylko zbiór anonsów, to portret miasta, w którym każda krowa miała imię w duszy, a każda świnia była częścią domowego ekosystemu. Dziś czytamy te ogłoszenia z uśmiechem, ale warto pamiętać, iż za każdą z tych notek kryła się prawdziwa historia, prawdziwa strata i prawdziwa nadzieja.

Źródło:

  • gazeta łódzka „Lodzer Zeitung„.
  • Rok wydania: 1868, 1872.
  • Nr wydania: 1, 19, 42, 62, 78, 117, 122 (1868); 44 (1872).
  • Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi.
  • Domena publiczna.
Treść postu polecana  Taryfa podmiejska za bilety pasażerskie łódzkie 1910 cz. 1

Views: 26