W roku 1867 łódzka gazeta „Lodzer Zeitung” opublikowała szereg ogłoszeń, które odsłoniły codzienne życie mieszkańców miasta pn „Łódzkie historie”. Te wycinki prasowe, dziś przechowywane w zbiorach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Łodzi, ukazały świat drobnych spraw, trosk i nadziei, którymi żyli łodzianie w latach 60. XIX wieku.
Oto przedstawiam czytelnikowi gawędę o urzędniku carskim, pełniącym funkcję policmajstra łódzkiego w roku 1867, sprawującego pieczę nad porządkiem i spokojem w tym naszym mieście.

O codziennych troskach i zgubach. W tamtym roku, 1867, to gazeta „Lodzer Zeitung” była jak drugie oko dla policmajstra. Co tam się nie działo! Ludzie gubili paszporty, bilety na wolny pobyt, książeczki legitymacyjne, jakby dokumenty same chciały uciekać z kieszeni. Kornelia Franczkiewicz, Józef Grohmann, Antoni Müller, wszyscy do urzędnika przychodzili z zatroskanymi minami, a on, jak przystało na urzędnika carskiego, spisywał, ogłaszał, szukał. Łódzkie Cyrkuły pełne były zgub i nadziei.
O krzyżu pruskim i fortepianie z Wiednia. Pamięta, jak u pana Fiszera na Średniej zgubiono pruski krzyż honorowy wojskowy I klasy. A to nie byle co! Ogłoszenie poszło, nagroda wyznaczona, a policmajster przestrzegał, by nikt nie kupował takiego krzyża od podejrzanych. Inna sprawa to fortepian! Wiedeński, siedem oktaw, z kopotastrem i klawiaturą z kości słoniowej. Pan Zoner chciał go sprzedać, bo miejsca nie miał. A urzędnik, choć muzyki nie grał, to instrument obejrzał z ciekawością piękny był, jak marzenie.
O świniach, krowach i prosiętach. Nie tylko ludzie się gubili. Świnia biała uciekła w lesie miejskim, krowy zniknęły spod Wiskitna, a prosię przybłąkało się na jarmarku. I co robić? Ogłoszenia, poszukiwania, nagrody, wszystko w ruch. A nasz policmajster, choć nie weterynarz, to musiał tropić, wypytywać, czasem i sam ruszył w teren.
O domach, lokalach i marzeniach o biznesie. Domy się wynajmowało, sklepy otwierało, folwarki sprzedawało. Na Nowym Rynku, przy Średniej, przy Piotrkowskiej wszędzie coś się działo. Ludzie marzyli o własnym kącie, o interesie, o lepszym życiu. A on, jako policmajster, musiał czuwać, by wszystko odbywało się zgodnie z przepisem, bez przekrętów i awantur.
O licytacji koni wojskowych. A była też licytacja oto pięć koni z Dragońskiego Pułku Głuchowskiego. Żołnierskie rumaki, dumnie stąpające po placu, wystawione na sprzedaż. Kupcy przyjechali, gawiedź się zebrała, a nasz urzędnik w mundurze, z szablą przy boku nadzorował, by porządek był i żeby nikt nie próbował oszukać.
O rzeczach odebranych od podejrzanych. Zdarzało się, że z podwładnymi odebrali rzeczy od osób podejrzanych peleryny, poduszki, palta. Wzywał właścicieli, ogłaszał w gazecie, czekał. Bo porządek to nie tylko kara, to też troska o to, co ludzkie, co zagubione, co cenne.
I tak to było… Takie to były czasy. Łódź rosła, ludzie się zmieniali, a nasz policmajster von Burmejster był jak strażnik codzienności. Nie tylko pilnował prawa, ale i słuchał, pomagał, rozumiał. Bo w tych drobnych ogłoszeniach, w tych zgubach i wynajmach, kryło się życie prawdziwe, zwyczajne, ale jakże ważne.
A teraz, gdy patrzę na te stare wycinki, to czuję, że historia nie umiera. Ona tylko czeka, by ktoś ją opowiedział.
Morał gawędy. W tamtych czasach, choć ludzie byli różni: uczciwi, sprytni, zagubieni, to jedno było pewne: każdy przed policmajstrem musiał stanąć z prawdą. A on, choć urzędnik carski, to serce miał dla miasta i jego mieszkańców.

Oto z humorem sytuacyjnym „Łódź w Ogłoszeniach 1867, czyli taki XIX-wieczny OLX”.
Gospodarstwo Roku 1867.
We wsi Rokicie do wydzierżawienia gospodarstwo z 26 morgami gruntu, domem, stajnią, stodołą i zasiewem.
Pan Jakob Szwabe: „Wszystko w dobrym stanie! Nawet krowa ma aktualny paszport i szczepienia przeciwko melancholii. A stodoła? Tak sucha, że nawet komar się tam nie napije!”
Fortepian z Wiednia.
Pan Zoner: „Fortepian kupiony trzy miesiące temu, ale już do sprzedania. Bo żona mówi, że nie pasuje do tapety. A ja mówię: to tapeta nie pasuje do muzyki!”
Żona (z kąta): „Muzyka nie pasuje do ciszy, którą sobie cenię!”
Trumny i Watter-Kloaze.
Sprzedawca: „Trumny metalowe, prosto z Warszawy! Nie rdzewieją, nie śmierdzą, i są tak szczelne, że nawet plotki się nie wydostaną!”
Klient: „A czy są w wersji z Bluetooth i podgrzewanym wnętrzem? Bo ja lubię komfort nawet po śmierci.”
Uczeń poszukiwany.
Mistrz Rzemieślnik: „Potrzebuję ucznia! Musi mieć ręce, nogi i chęć do pracy. Inteligencja opcjonalna, ale mile widziana.”
Chłopiec ze wsi: „Mam 13 lat, umiem liczyć do 20 i nie boję się młotka. Czy to wystarczy, czy muszę jeszcze znać łacinę?”

Źródło.
- Gazeta łódzka „Lodzer Zeitung” wydanie (data, Nr): 26.01.1867 nr 11, 29.01.1867 nr 12, 31.01.1867 nr 13, 05.02.1867 nr 14, 07.02.1867 nr 15, 09.02.1867 nr 16, 12.02.1867 nr 17, 21.02.1867 nr 21, 23.02.1867 nr 22, 28.02.1867 nr 24, 02.03.1867 nr 25, 05.03.1867 nr 26, 16.03.1867 nr 31, 23.03.1867 nr 34, 04.04.1867 nr 39, 16.04.1867 nr 44, 02.05.1867 nr 50, 04.05.1878 nr 51, 14.05.1867 nr 55, 11.07.1867 nr 76, 20.08.1867 nr 92, 07.09.1867 nr 100, 19.09.1867 nr 105, 21.09.1867 nr 106, 24.09.1867 nr 107, 26.09.1867 nr 108, 28.08.1867 nr 109, 08.10.1867 nr 113, 22.10.1867 nr 119, 26.10.1867 nr 121, 28.10.1867 nr 122, 03.12.1867 nr 136. Lokalizacja, Dostępność i Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. J. Piłsudskiego w Łodzi; Regionalia Ziemi Łódzkiej. Domena publiczna.
Tytuły powiązane z kategorią i tagiem.
Letnie nuty Ogrodu Paradyz. Muzyczna opowieść z Ło...
2025-10-03Drukarnia Lodzer Zeitung Łódź Konstantynowska
2024-04-30Szlachtuzy dzierżawa i funkcjonowanie w Łodzi w Lo...
2026-01-16Sala Fryderyka Sellina. Magia, teatr i koncerty w ...
2025-11-07Zapachy, głosy i szyldy Łodzi. Reklama z 1867 i ws...
2025-10-19Views: 59
