Zakupy zrobione, a mąż znikł w hulance

Z prasy Łódzkiej z okresu XIX-XX wieku. Zdjęcie poglądowe.

Oto przed Tobą gawęda, którą za chwilę przeczytasz, została swobodnie oparta na treści prasowej notki zatytułowanej „Gdy żona pośle męża po sprawunki… Najpierw zakupy, a potem hulanka”, opublikowanej w łódzkiej gazecie „Łódzkie Echo Wieczorne”.

Materiał ukazał się 2 kwietnia 1926 roku w numerze 77 (Rok II), w kolumnie „Dzień w Łodzi”, na stronie 5. Oryginał pochodzi ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi i znajduje się w domenie publicznej.

Gdy żona wyśle męża po sprawunki… Zakupy zrobione, a mąż znikł w hulance.

W Olechowie, gdzie pola szumiały, a kury gdakały z godnością, żył sobie jegomość imieniem Adolf prosty, lecz niegłupi, choć czasem rozum mu się z kieszeni wysuwał jak stary portfel. Pewnego dnia, gdy słońce jeszcze nie zdążyło się porządnie przeciągnąć, żona Adolfa, kobieta z temperamentem i listą zakupów dłuższą niż kolejka do lekarza, posłała go do pobliskiej Łodzi po sprawunki.

Nie mając konia, roweru ni nawet hulajnogi, ruszył pieszo, zamaszystym krokiem, jakby szedł na wojnę z inflacją. W mieście zakupił, co trzeba, a nawet więcej, bo promocje kusiły jak diabli. Zaoszczędził parę złotych, co w jego mniemaniu było jak wygrana w totka. Do domu blisko, do wieczora daleko, pomyślał więc, że zasłużył na „jednego” w knajpie, tak dla rozgrzania duszy i uczczenia ekonomicznego triumfu.

Ale jak to z „jednym” bywa ten jeden miał kolegów. I tak kieliszek do kieliszka, aż Pan Adolf z Olechowa, rozbawiony jak dziecko na karuzeli, opuścił lokal, bo grosza już nie miał, a barman nie przyjmował uśmiechów w zamian za wódkę. Obładowany paczkami, które teraz zdawały się ważyć tyle co grzechy całego Olechowa, wmawiał sobie, że trzeźwy jak święty, choć nogi mu się plątały jak kable za telewizorem.

Treść postu polecana  Czeladnicy miejscy i ich kwalifikacje. Zawodowa mapa Łodzi 1864

I tak, sapiąc jak parowóz, powalił się do rowu ściekowego, który przyjął go z czułością godną matki. Sen go zmorzył, a paczki, te cenne trofea miejskiego handlu, trafiły w ręce miejscowej elity, co swego nie da, a cudze weźmie bez pytania. Gdy mąż zacnej olechowianki się ocknął, był już lżejszy o zakupy i godność.

Policja, poruszona litością, nie biła ani nie krzyczała, a jedynie sprowadziła wieśniaka do komisariatu, gdzie spisano jego historię niczym kronikę nieszczęść. Dla Pana Adolfa lekcja, że promocje to nie wszystko, a „jeden” bywa zdradliwy jak majowy śnieg, kosztowała 70 złotych, i tyle wyniósł rachunek za miejski balet w stylu wiejskim.

Gdy żona pośle męża po sprawunki. Łódzkie Echo Wieczorne 1926.04.02 Nr 77. Zbiory WBP w Łodzi. Domena publiczna.
Gdy żona pośle męża po sprawunki. Łódzkie Echo Wieczorne 1926.04.02 Nr 77. Zbiory WBP w Łodzi. Domena publiczna.

I tak oto Adolf mieszkaniec ze wsi Olechowa stał się legendą – nie bohaterem, lecz przestrogą. Bo choć życie to nie bajka, czasem warto pamiętać, że najtańszy kieliszek może być najdroższym błędem.

Notka.

  • Tytuł: „Gdy żona pośle męża po sprawunki… Najpierw zakupy, a potem hulanka„.
  • Autor: (x).
  • Źródło: gazeta łódzka „Łódzkie Echo Wieczorne„.
  • Data i nr publikacji: 02.04.1926, Nr 77 (Rok II).
  • Kolumna: „Dzień w Łodzi”.
  • Strona: 5.
  • Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi.
  • Domena publiczna.

Views: 23