Oto przed Tobą gawęda, którą za chwilę przeczytasz, została swobodnie oparta na treści prasowej notki zatytułowanej „Gdy żona pośle męża po sprawunki… Najpierw zakupy, a potem hulanka”, opublikowanej w łódzkiej gazecie „Łódzkie Echo Wieczorne”.
Materiał ukazał się 2 kwietnia 1926 roku w numerze 77 (Rok II), w kolumnie „Dzień w Łodzi”, na stronie 5. Oryginał pochodzi ze zbiorów Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi i znajduje się w domenie publicznej.
Gdy żona wyśle męża po sprawunki… Zakupy zrobione, a mąż znikł w hulance.
W Olechowie, gdzie pola szumiały, a kury gdakały z godnością, żył sobie jegomość imieniem Adolf prosty, lecz niegłupi, choć czasem rozum mu się z kieszeni wysuwał jak stary portfel. Pewnego dnia, gdy słońce jeszcze nie zdążyło się porządnie przeciągnąć, żona Adolfa, kobieta z temperamentem i listą zakupów dłuższą niż kolejka do lekarza, posłała go do pobliskiej Łodzi po sprawunki.
Nie mając konia, roweru ni nawet hulajnogi, ruszył pieszo, zamaszystym krokiem, jakby szedł na wojnę z inflacją. W mieście zakupił, co trzeba, a nawet więcej, bo promocje kusiły jak diabli. Zaoszczędził parę złotych, co w jego mniemaniu było jak wygrana w totka. Do domu blisko, do wieczora daleko, pomyślał więc, że zasłużył na „jednego” w knajpie, tak dla rozgrzania duszy i uczczenia ekonomicznego triumfu.
Ale jak to z „jednym” bywa ten jeden miał kolegów. I tak kieliszek do kieliszka, aż Pan Adolf z Olechowa, rozbawiony jak dziecko na karuzeli, opuścił lokal, bo grosza już nie miał, a barman nie przyjmował uśmiechów w zamian za wódkę. Obładowany paczkami, które teraz zdawały się ważyć tyle co grzechy całego Olechowa, wmawiał sobie, że trzeźwy jak święty, choć nogi mu się plątały jak kable za telewizorem.
I tak, sapiąc jak parowóz, powalił się do rowu ściekowego, który przyjął go z czułością godną matki. Sen go zmorzył, a paczki, te cenne trofea miejskiego handlu, trafiły w ręce miejscowej elity, co swego nie da, a cudze weźmie bez pytania. Gdy mąż zacnej olechowianki się ocknął, był już lżejszy o zakupy i godność.
Policja, poruszona litością, nie biła ani nie krzyczała, a jedynie sprowadziła wieśniaka do komisariatu, gdzie spisano jego historię niczym kronikę nieszczęść. Dla Pana Adolfa lekcja, że promocje to nie wszystko, a „jeden” bywa zdradliwy jak majowy śnieg, kosztowała 70 złotych, i tyle wyniósł rachunek za miejski balet w stylu wiejskim.

I tak oto Adolf mieszkaniec ze wsi Olechowa stał się legendą – nie bohaterem, lecz przestrogą. Bo choć życie to nie bajka, czasem warto pamiętać, że najtańszy kieliszek może być najdroższym błędem.
Notka.
- Tytuł: „Gdy żona pośle męża po sprawunki… Najpierw zakupy, a potem hulanka„.
- Autor: (x).
- Źródło: gazeta łódzka „Łódzkie Echo Wieczorne„.
- Data i nr publikacji: 02.04.1926, Nr 77 (Rok II).
- Kolumna: „Dzień w Łodzi”.
- Strona: 5.
- Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi.
- Domena publiczna.
Views: 23