Gazeta łódzka "Lodzer Zeitung" z 1867 roku, Nr wyd. 89 i 92. Lokalizacja, Dostępność i Zbiory - Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi - Regionalia Ziemi Łódzkiej. Prawa - Domena publiczna.Gazeta łódzka "Lodzer Zeitung" z 1867 roku, Nr wyd. 89 i 92. Lokalizacja, Dostępność i Zbiory - Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi - Regionalia Ziemi Łódzkiej. Prawa - Domena publiczna.

Oto muzyczne lato w łódzkim Ogrodzie Paradyz 1867. Zatem zapraszam do podróży w czasie, do Łodzi roku 1867, gdzie Ogród „Paradyz” rozbrzmiewał muzyką niczym koncertowa sala pod gołym niebem. Na podstawie ogłoszeń z „Lodzer Zeitung” powstała opowieść o letnich koncertach, niedzielnych rytuałach i dźwiękach, które kształtowały miejską atmosferę. To historia, w której każda data jest jak takt w symfonii, a każda kopiejka biletem do muzycznego raju.

Letnie nuty Paradyzu – muzyczna opowieść z Łodzi roku 1867.

Świat muzyczny Łodzi w roku 1867 miał swoje własne „letnie nuty”, a ich partyturą były ogłoszenia w „Lodzer Zeitung”. Gdyby zebrać je wszystkie i ułożyć w jedną symfonię, powstałaby gawęda o Ogrodzie „Paradyz”, miejscu, gdzie czas płynął od taktu do taktu, a każda niedziela rozbrzmiewała jak refren ulubionej pieśni.

Już 2 czerwca (nr 062) zabrzmiał pierwszy akord – koncert ogrodowy, niczym uwertura całego sezonu. Publiczność, rozstrojona po zimie jak skrzypce, potrzebowała chwili, by nastroić się do rytmu, lecz kapela pana Heinricha szybko podsunęła właściwy ton.

Następnie, 16 czerwca (nr 067), odbył się koncert „wielki” jakby ktoś dorzucił do orkiestry kotły i puzon, a do programu szczyptę teatralnego patosu.

Ledwie ucichło echo, a już 20 czerwca (nr 068) Heinrich i jego muzycy znów stanęli na estradzie. Czwartek, nie niedziela – jak niespodziewana synkopa w marszowym rytmie tygodnia. Publiczność mogła poczuć się jak w walcu Straussa, gdy krok zamiast w prawo prowadzi w lewo.

23 czerwca (nr 069) i 7 lipca (nr 074) to kolejne powroty, Ogród Paradyz stawał się fortepianem, na którym Heinrich co tydzień wygrywał tę samą melodię, lecz zawsze z inną ozdobą, innym rubatem.

14 lipca (nr 077) i 29 lipca (nr 083) lato rozkręcało się jak crescendo, a ogród tętnił muzyką od czwartej do ósmej, jakby zegar sam zamieniał się w metronom.

Treść postu polecana  Oberża Henryka Zacherta Długa w Zgierzu

Sierpień przyniósł kolejne takty: 4 sierpnia (nr 086), 11 sierpnia (nr 089) i 18 sierpnia (nr 091). To już była prawdziwa suita niedzielnych koncertów, każda część podobna, a jednak inna, niczym wariacje na temat jednego motywu.

I nagle zmiana tonacji! 22 sierpnia (nr 092) ogród Paradyz zamienił się w teatr, a na scenę wkroczył sam Szekspir z „Otellem”. Publiczność, przyzwyczajona do marszów i walców, poczuła się jak orkiestra, której nagle podano partyturę tragedii w pięciu aktach.

Na finał 1 września (nr 097). Ostatni koncert sezonu, niczym domknięcie klamry. August Heinrich zagrał, a ogród westchnął jak instrument odkładany do futerału po długim graniu.

Tak oto rok 1867 w Paradyzie przypominał wielką symfonię ogrodową: każda niedziela była kolejnym taktem, każda zapowiedź w gazecie nutą w zapisie nutowym. A publiczność? Była jak chór, który nie śpiewał, lecz słuchał i płacił za to pięć kopiejek, równowartość biletu do muzycznego raju.

Gazeta łódzka "Lodzer Zeitung" z 1867 roku, Nr wyd. 97. Lokalizacja, Dostępność i Zbiory - Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi - Regionalia Ziemi Łódzkiej. Prawa - Domena publiczna.
Gazeta łódzka „Lodzer Zeitung” z 1867 roku, Nr wyd. 97. Lokalizacja, Dostępność i Zbiory – Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi – Regionalia Ziemi Łódzkiej. Prawa – Domena publiczna.

Muzyczny Eden pod gołym niebem.

Lato 1867 roku w ogrodzie Paradyz rozpisane było jak partytura każda niedziela, od godziny czwartej po południu do ósmej wieczorem (czyli w sam raz, by po obiedzie zdążyć na muzykę, a przed zmrokiem wrócić do domu), brzmiała koncertem kapeli pana Augusta Heinricha. To były cztery godziny, w których czas płynął nie według wskazówek zegara, lecz według taktów walców, polonezów i marszów.

A ile kosztowało wejście do muzycznego Paradyzu? Pięć kopiejek, pięć koni czy pięć krajcarów, zależnie od tego, jak gazeta zapisała i przetłumaczyła wartość. W praktyce była to suma niewielka, bardziej symboliczna niż obciążająca, tyle, co filiżanka kawy w porządnej kawiarni. Można więc rzec, że za cenę małej czarnej otrzymywało się cztery godziny muzycznej uczty.

Bilety nabywało się przy wejściu do ogrodu, gdzie kasjer – niczym strażnik bram muzycznego Edenu – pobierał opłatę i wpuszczał gości do zielonej sali koncertowej pod gołym niebem. Nie było tam złoconych lóż ani aksamitnych kurtyn, lecz były lipy, altany i ścieżki, które same tworzyły scenografię.

Treść postu polecana  Muzyczne wtorki i majowe blaski. Z kronik P. Lande w Łodzi AD 1864

Gdy 22 sierpnia (nr 092) na afiszu pojawił się „Othello” Szekspira, czas trwania spektaklu rozciągnął się dalej w wieczór – bo tragedia w pięciu aktach nie mieści się w czterech godzinach jak koncert. Bilet miał już charakter teatralny, a publiczność wiedziała, że zamiast lekkiego walca czeka ją dramatyczna aria zazdrości i zdrady.

Tak więc lato w Paradyzie było jak długa suita: każda część miała swój czas (od czwartej do ósmej), swoją cenę (pięć drobnych monet) i swoje miejsce zakupu (u bram ogrodu). A kto raz zapłacił i wszedł, ten mógł poczuć się jak członek orkiestry, choćby tylko w roli słuchacza, który za grosze kupił sobie bilet do muzycznego nieba.

Źródło.

  • Gazeta łódzka „Lodzer Zeitung” z 1867 roku, Nr wyd.: 62, 67, 68, 69, 74, 77, 83, 86, 89, 91, 92 i 07. Lokalizacja, Dostępność i Zbiory – Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi – Regionalia Ziemi Łódzkiej. Prawa – Domena publiczna.

Views: 40