Heinzel i Kunitzer w 1893 roku w czasopiśmie łódzkim „Łodzianinie kalendarz informacyjno-adresowy na Rok 1893” i ich opisana potęga przemysłowa Widzewa pt. „Przędzalnia Bawełny i Tkalnia Towarzystwa Akcyjnego Wyrobów Bawełnianych Heinzla i Kunitzera w Widzewie pod Łodzią„. Założona przez Juliusza Heinzla i Juliusza Kunitzera fabryka szybko stała się jednym z największych zakładów bawełnianych w Królestwie Polskim. Na tysiącach wrzecion i krosien powstawały tkaniny, które trafiały do Petersburga, Moskwy czy Rygi. W zakładzie pracowało około 1300 osób, a właściciele dbali o robotników, zapewniając im mieszkania, szkołę dla dzieci, opiekę lekarską i kasę oszczędności. Dziś historia tej fabryki przypomina, że to właśnie takie zakłady utkały charakter przemysłowej Łodzi.
1200 koni w maszynie.
Para napędzała gigantyczne maszyny o sile 1200 koni mechanicznych. Robotnicy żartowali, że to „największa stajnia w całym Królestwie”, choć zamiast rżenia słychać było tylko syk pary.
Fabryka, co bawełnę w złoto przemieniała.

Była sobie Łódź – miasto, które w XIX wieku rosło szybciej niż drożdże w ciepłym piecu. A w tej Łodzi, na Widzewie, wyrósł zakład, co to nie tylko przędł i tkał, ale i całe imperium bawełniane stworzył. Mowa o Towarzystwie Akcyjnym Wyrobów Bawełnianych Heinzla i Kunitzera, które w 1879 roku założyli dwaj panowie Juliuszowie – Heinzel i Kunitzer. Dwóch wizjonerów, którzy zamiast marzyć o spokojnym życiu, zapragnęli, by bawełna z Azji i Ameryki zamieniała się w tkaniny, co to potem zdobiły domy od Petersburga po Rygę.
Zakład powstał w Widzewie pod Łodzią, a od 1890 roku działał już jako spółka akcyjna, zgodnie z zatwierdzonymi statutami. Fabryka była niczym małe miasto – z własną maszyną parową o sile 1200 koni, ośmioma kotłami parowymi i własną fabryką gazu. Kto by pomyślał, że węgiel z polskich kopalń, liczony w setkach wagonów rocznie, stanie się paliwem dla takiego giganta.
Wrzecion było tam ponad 30 tysięcy, a warsztatów tkackich – 1200. Rocznie przerabiano około 7,500 bel bawełny, a z nich powstawały miliony arszynów tkanin: od prostego płótna widzewskiego po eleganckie satynki, brylantyny i zefiry. Wytwarzano też ręczniki, serwetki, chustki do nosa – słowem, od codzienności po luksus.
Towary trafiały do wszystkich guberni Cesarstwa Rosyjskiego, a składy handlowe rozsiane były niczym paciorki różańca: Łódź (ul. Piotrkowska 268), Warszawa (ul. Gęsia 1), Petersburg, Moskwa, Charków i Ryga.
Towary jak z bajki.
Choć zaczynano od prostych płócien, szybko pojawiły się eleganckie satynki i zefiry. Mówiono, że „z Widzewa wychodzi tkanina, w której można iść na dwór cesarski, i ręcznik, w którym można się wytrzeć po kąpieli w Nerze”.
Ale cóż by to była za fabryka bez ludzi? Pracowało tam około 1300 robotników – mężczyzn, kobiet i młodzieży. I choć praca była ciężka, to zakład dbał o swoich:
- pięć domów mieszkalnych (a kolejne w budowie),
- bezpłatna szkoła dla dzieci robotników,
- kasa oszczędności,
- ubezpieczenie od wypadków,
- darmowa opieka lekarska i leki,
- zapomogi pieniężne w czasie choroby.

Można by rzec, że Fabryka była jak wielki organizm – maszyny dudniły jak serce, a ludzie stanowili jego krew.
Tak to w Widzewie bawełna zamieniała się w bogactwo, a tkalnia Heinzla i Kunitzera była niczym ogromny krosno, na którym utkano nie tylko tkaniny, ale i historię Łodzi przemysłowej. Bo Łódź bez takich fabryk byłaby jak płótno bez wzoru – niby użyteczne, ale bez charakteru.
Notka.
- Tytuł artykułu: Przędzalnia Bawełny tkalnia TAWB Heinzla i Kunitzera Widzew w Łodzi.
- Publikacja: Czasopismo łódzkie Łodzianin kalendarz informacyjno adresowy nr Rok 1893.
- Wydawca: Nakład Cezara Richtera.
- Druk: Drukarnia Rudolfa Luthera.
- Miejsce i rok wydania: Łódź, 1893.
- Strony: 134-137.
- Język publikacji: polski.
- Lokalizacja, Dostępność i Zbiory: Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi Regionalia Ziemi Łódzkiej.
- Prawa: Domena publiczna.
O krosnach.
Robotnik mówi do drugiego: – Wiesz, moje krosno tak głośno stuka, że żona twierdzi, iż słyszy je nawet w domu. – To nic – odpowiada kolega – moje tak dudni, że teściowa przestała przychodzić w odwiedziny.
Treść publikacji w czasopiśmie.
Views: 57