Teksty z gazet łódzkich z lat 1915–1930 ukazują bogactwo polskich tradycji zaduszkowych, w których przenikają się dawne wierzenia ludowe, chrześcijańskie obrzędy i poetycka refleksja nad przemijaniem. Autorzy opisują zwyczaje związane z Dniem Zadusznym od pozostawiania jadła dla dusz, przez nocne misteria i zakazy prac, po wspólnotowe spotkania przy grobach, gdzie pamięć o zmarłych łączyła pokolenia. Artykuł, wiersz i fotografia podkreślają, że listopadowa zaduma nie jest jedynie smutkiem, lecz także źródłem siły i zakorzenienia w tradycji, która trwa mimo upływu czasu.
„Cmentarze są dla nas księgą żywota, treściwą księgą minionych lat. Czytać w niej można wiele i uczyć się żyć.”
Książka „Zastygły nurt życia. Łódź, która odeszła„, autor Rachalewski Stanisław (1900-1945), Łódź, 1938, str. 141. Zbiory Biblioteka Narodowa, Domena publiczna.

W Zaduszki, mawiali dawni ludzie, granica między światem żywych a światem umarłych staje się cienka jak pajęcza nić. Wierzono, że dusze zmarłych wracają tej nocy do swoich domów – siadają przy stołach, ogrzewają się przy ogniu, wsłuchują w głosy bliskich. Dlatego w wielu wsiach zostawiano uchylone drzwi, a na stole kładziono chleb, mak, miód czy kubek wody – by wędrowiec z zaświatów mógł się posilić.
Na cmentarzach, takich jak ten stary łódzki, płonęły tysiące światełek. Każdy płomyk miał wskazywać duszom drogę, by nie błąkały się w ciemności. Dzieciom opowiadano, że jeśli świeca zgaśnie nagle, to znak, iż dusza właśnie przeszła obok.
Bywało też, że w Zaduszki nie wolno było wykonywać pewnych prac – nie przędzono, nie szyto, nie wylewano wody za próg, by nie urazić dusz. Wierzono, że w tę noc szczególnie trzeba uważać na słowa i gesty, bo każdy z nich może dotknąć kogoś, kto już odszedł.
A jednak, mimo tej powagi, Zaduszki nie były tylko dniem smutku. To był czas wspólnoty – żywi i umarli spotykali się w pamięci, w modlitwie, w opowieściach snutych przy stole. Starsi wspominali dawne czasy, młodsi słuchali, ucząc się, że pamięć o przodkach to nie ciężar, lecz korzenie, które trzymają nas mocno przy ziemi.
I tak oto obraz z fotografii – tłum ludzi na Starym Cmentarzu w Łodzi – staje się częścią większej opowieści. To nie tylko dokument chwili, lecz echo pradawnych wierzeń i zwyczajów, które wciąż żyją w sercach. Bo Zaduszki to nie tylko dzień modlitwy – to dzień, w którym cała Polska, od wsi po miasta, od wieków powtarza: „Pamiętamy”.
„Dzień Zaduszny — święto zmarłych” – głosi napis pod fotografią. I rzeczywiście, to nie tylko dzień żałoby, lecz także spotkania. Bo choć dzieli nas granica, choć jedni stoją po tej stronie, a drudzy po tamtej, to w Zaduszki wszyscy jesteśmy razem.
Wiersza „Listopad„.
Oto, gdy przychodzi listopad, a mgły snują się nad cmentarzami jak białe całuny, człowiekowi serce samo zwraca się ku zadumie. Tak i wiersz Or-ota, zatytułowany po prostu „Listopad”, jawi się niczym gawęda zaduszkowa – opowieść snuta przy blasku gromnicy, wśród ciszy, którą przerywa tylko szelest liści i echo kroków na wilgotnej ziemi.

Poeta maluje świat w sukni żałoby, jakby sama natura zawarła ślub ze śmiercią. I rzeczywiście – gdzie spojrzeć, tam groby, a w sercu także grób. To nie jest tylko obraz pejzażu, to zwierciadło duszy, która w Dniu Zadusznym nie potrafi uciec od myśli o przemijaniu.
Ale, jak to w ludzkiej naturze bywa, serce buntuje się przeciw tej ciemności. W wierszu pojawia się wizja wiosny – pachnący maj, słowicze pieśni, róże i bzy. Potem marzenie o własnym szczęściu – chatynka, ciepłe dłonie, rozmowa dusz. Dalej jeszcze – krainy duchowe, wawrzyny i pieśń wieczysta. A jednak każda z tych wizji zostaje przekreślona jednym, złowieszczym refrenem: „Co zmarło — niechaj śpi”.
I tu właśnie tkwi siła tego utworu. To jak rozmowa przy zaduszkowym ogniu: ktoś opowiada o nadziejach, o snach, a inny głos – głos wieczności – przypomina, że wszystko, co ziemskie, musi ustąpić przed nieuchronnością końca. Refren powraca jak dzwon żałobny, jak echo kroków w alei cmentarnej, jak szept modlitwy za dusze, które odeszły.
Czyż nie tak właśnie wygląda nasza zaduszkowa gawęda? Najpierw wspomnienie – barwne, ciepłe, pełne życia. Potem westchnienie – że to już minęło. I wreszcie pogodzenie się z ciszą, która obejmuje wszystko. Or-ot nie daje pocieszenia, nie obiecuje zmartwychwstania w blasku – on raczej przypomina, że listopad to czas, gdy trzeba stanąć twarzą w twarz z przemijaniem.
A jednak, paradoksalnie, w tej żałobnej pieśni kryje się pewna pociecha. Bo skoro wszyscy słyszymy ten sam refren, skoro każdy z nas nosi w sercu „grób”, to znaczy, że jesteśmy wspólnotą pamięci. I właśnie w tym tkwi sens Zaduszek – nie w zapomnieniu, lecz w trwaniu pamięci, która rozświetla mrok.
Tak oto wiersz Or-ota staje się nie tylko poetyckim obrazem listopada, ale i gawędą zaduszkową – opowieścią, którą można snuć przy grobach, wśród zniczy i modlitw, gdy dusze żywych i umarłych spotykają się w jednym kręgu zadumy.
Pełna treść artykułu.
Źródło.
- Zdjęcie: Dzień Zaduszny; Hasło Ilustrowane, 9.11.1930, Nr 45, rok IV, str. 2. Zbiory: WBP w Łodzi. Domena publiczna.
- Zdjęcie: Wiersz „Listopad”, autor Or-ot; Gazeta Łódzka organ narodowy, 1.11.1915, Nr 289, rok IV, str. 1. Zbiory: WBP w Łodzi. Domena publiczna.
- Artykuł „Tradycye zaduszkowe”, autor redakcja; Godzina Polski dziennik polityczny, społeczny i literacki 1916.11.02 Nr 305, str. 1-2. Zbiory: WBP w Łodzi. Domena publiczna.
Oznaczenie „WBP w Łodzi” oznacza – „Lokalizacja, Dostępność i Zbiory – Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Józefa Piłsudskiego w Łodzi – Regionalia Ziemi Łódzkiej. Prawa – Domena publiczna.”
Tytuły powiązane z kategorią i tagiem.
Łódź zapamiętana. Stary Cmentarz część ewangelicka...
2025-09-05Łódź zapamiętana. Stary Cmentarz część katolicka p...
2025-08-27Zaduszki 1898. O pamięci zbiorowej i duchowej wspó...
2025-11-03Boże Ciało w Parafii Świętego Jana Ewangelisty na ...
2025-06-20Pomniki i ludzie. Pamięć o tych, co byli przed nam...
2025-11-02Bronisław Sałaciński, bohater walk o niepodległość...
2025-06-16Views: 37
