Proszę się nie rozglądać za tramwajem bo jeszcze go nie wymyślono. Znaleźliśmy się w Łodzi, ale nie tej z Piotrkowską pełną neonów, tylko w mieście, które stuknęło brukiem pod kopytami dorożek, a wieczorem rozświetliły je lampy gazowe. Teraz podążamy do miejsca wyjątkowego tj. do Sali Fryderyka Sellina, gdzie w maju 1867 roku, wydarzyło się coś, co mieszkańcy wspominali latami.
W maju 1867 roku Łódź na chwilę przestała być zwykłym, przemysłowym miastem, a stała się sceną dla niezwykłego spektaklu. Do Sali Fryderyka Sellina przybył Samuel Bellachini, nadworny sztukmistrz króla Prus, mistrz iluzji, który potrafił sprawić, że zegarki znikały w bochenkach chleba, a publiczność wstrzymywała oddech w obliczu tajemniczego „Sfinksa”. Był to czas, gdy magia nie potrzebowała efektów specjalnych, a jedynie sprytu, charyzmy i odrobiny teatralnego czaru. Ta opowieść przenosi nas w tamten wieczór, kiedy Łódź uwierzyła, że niemożliwe jest możliwe.
„Świat Magii” nadciągnął. W Lodzer Zeitung ukazało się ogłoszenie:

„Znany magik i nadworny sztukmistrz Jego Królewskiej Mości Króla Prus, pan Bellachini, przyjedzie do naszego miasta, aby dać kilka przedstawień”.
Łodzianie przeczytali, oczy im się zaświeciły, bo w tamtych czasach magia na żywo była jak dziś premiera filmu w technologii, o której jeszcze nikt nie słyszał. A nazwisko Bellachini zabrzmiało jak obietnica, że zobaczą coś, co wymknęło się zdrowemu rozsądkowi.
Wieczór w Sali Fryderyka Sellina.

We wtorek, 14 maja 1867 roku, sala wypełniła się po brzegi. Panie założyły suknie z trenem, panowie włożyli surduty, a w powietrzu uniósł się zapach świec, perfum i oczekiwania. Na scenę wszedł on — wysoki, elegancki, z błyskiem w oku. Bellachini. Rozpoczął „Świat Magii” w trzech aktach. Z kapelusza wyskoczyły nie tylko króliki, ale i ptaki, które wyglądały, jakby dopiero co przyleciały z egzotycznych krajów. Zegarek jednego z widzów zniknął, by po chwili odnaleźć się… w bochenku chleba. A na koniec pojawił się „Sfinks” — tajemnicze zjawisko, które sprawiło, że publiczność wstrzymała oddech. Nie było efektów specjalnych, nie było kamer — był tylko spryt, iluzja i teatralny czar.
Pożegnanie z magią.

18 maja 1867 roku Bellachini dał swój ostatni pokaz w Łodzi. Publiczność biła brawo na stojąco, a on ukłonił się z uśmiechem, jakby chciał powiedzieć: „Magia nie zniknęła — ona tylko zmieniła miejsce”. Kilka dni później wyruszył dalej, by oczarować kolejne miasta.
Notka biograficzna – Samuel Bellachini.

Samuel Bellachini, a właściwie Samuel Berlach, urodził się 1 maja 1827 roku w Mieszkowie w Wielkopolsce. Zanim został mistrzem iluzji, służył w pruskiej armii jako oficer, gdzie już wtedy zabawiał towarzyszy sztuczkami. W 1846 roku, podczas pokazu dla cesarza Wilhelma I, zdobył tytuł „Nadwornego Sztukmistrza” — i to z ust samego władcy, który wziął udział w słynnej sztuczce z piórem piszącym „na rozkaz”. Bellachini stał się mistrzem scenicznej iluzji, łączącym prestidigitację z humorem i teatralną oprawą. Występował w całej Europie, a jego pokazy w Polsce — od Poznania po Warszawę — przyciągnęły tłumy. Karierę przerwał udar w 1882 roku, a trzy lata później, 24 stycznia 1885 roku, artysta zmarł w Berlinie. Pozostała po nim legenda człowieka, który potrafił oczarować zarówno zwykłych widzów, jak i koronowane głowy.
Tytuły powiązane z kategorią i tagiem.
Entuzjazm i niedosyt. Amatorska scena teatralna w ...
2025-09-22Sala Fryderyka Sellina. Magia, teatr i koncerty w ...
2025-11-07Bale, zabawy i koncerty. Z kronik Sali Fryderyka S...
2025-09-20Koncert Antoniego Kątskiego w Sali Sellina na łama...
2025-07-16Wielki wieczór muzyczny w Łodzi. Koncert Walerego ...
2025-08-30Views: 41
